Pozwól mi wyrównać własne tętno, pozwól mi wyrównać je
Zwiedzam wszystkie ciemne zakamarki, drętwieje mi ciało - to paraliż
Albo jesteś ze mną, albo zamilcz, nie mam już siły się w to z Tobą bawić
Czuję, że dawkujesz mi tlen, w nocy znów nie mogę zasnąć
Czuję, że dawkujesz mi tlen, w mojej głowie wieczny natłok
Zgubiłem okulary, nie widziałem, żeby przyszły
Wyrzucam dziesięć kafli w ogień, no bo nie chcе ich mieć
Ona ma 100k powodów, żeby iść samemu na dеszcz
Ona ma–
Znowu widziałam ciemność w Twojej twarzy, a oczy mają inne barwy
Teraz wszystko jedno, utopiłeś jedność
W każdej z kolejnych tych paczek benzo
Niby wszystko mamy, ale nic nie mamy, nawet się znamy już
Zabliźnione rany, a na nowo się poznamy
Na policzkach starych będzie nowy róż
Nowy dzień, nowy kolor, nadal nie jestem sobą
Inny motyw, stary horror, walę o ścianę głową
Rzucił czar, nie wiem skąd, ale chce go mieć obok, ale chcę go mieć obok
Zgubiłem okulary, nie widziałem, żeby przyszła
Wyrzucam dziesięć kafli w ogień, no bo nie chce ich mieć
Ona ma 100k powodów, żeby iść samemu na deszcz
Ona ma–
Pozwól mi wyrównać własne tętno
(Chociaż wiem że Tobie wszystko jedno)
Wyżera mnie ta cała obojętność
(I wszystkie myśli w mojej głowie dzisiaj bledną)
Wszystko jest czarno-białe, już straciło kolor
Chociaż chcę Ciebie bardzo, to nie mogę dotknąć
Chociaż chcę Ciebie bardzo, to nie mogę mieć
Może tak będzie lepiej, gdzieś zrozumiem Cię